środa, 12 kwietnia 2017

Spółdzielnie mieszkaniowe tzw.

Patologie w zarządzaniu występują w dużych SM po 6000 członków lub więcej, gdzie statutowe organa składające się z wieloletnich funkcjonariuszy pochodzenia partyjno-służbowego tworzą zamkniętą sitwę wraz z zależnym od nich zarządem, którzy dysponują olbrzymim budżetem z opłat za lokale.
Zgromadzony fundusz remontowy przeznaczają tak naprawdę na drogie inwestycje podnoszące wartość nieruchomości, bez wiedzy i zgody członków, którzy są faktycznie współwłaścicielami nieruchomości – bo kto mógł to wykupywał w swoim czasie za niewielkie pieniądze swoje mieszkanie.
Ustawa z 2001 roku zobowiązała SM do podziału na nieruchomości, co miało doprowadzić do podziału tych molochów, ale nie doprowadziło, blokowane przez towarzyszy z organów, którzy dostają za to sporą kasę.Za jedno spotkanie w miesiącu np Rady Nadzorczej jej przewodniczący 1000 zł członkowie po 660 zł a w Radzie osiedla odpowiednio 200 zł i 100 zł. Ta praca jest ozusowana, czyli wlicza się do emerytury. To zasługa PO i jej pochodzenia.
Problemem jest brak wiedzy na ten temat zwykłych członków/współwłaścicieli, emerytów z innej epoki, gdzie prezes SM był Bogiem.

W PRL SM nie miały nic wspólnego ze spółdzielczością. Były organizacjami dystrybującymi dobrem deficytowym – mieszkaniami, pod pełną kontrolą państwa i jego służb.
Spółdzielnie to zatruty owoc socjalizmu.
Egzamin zdają tylko małe do 100 osób, dzisiaj zwane wspólnotami, dla nie poznaki.

W mojej spółdzielni zarząd zatrudnia firmy zewnętrzne np do sprzątania. Zatrudnieni konserwatorzy monitorują i naprawiają tylko instalacje w pionach a nie w mieszkaniach, bo są prywatne. Ale to z opłat członków mają pensje – jak zarząd i czlonkowie organów. Prywatnie oczywiście wymienią uszczelkę w godzinach pracy, ale w ramach fuchy – nieopodatkowanej. Członkowie nie mają wyboru usługodawcy, jak tylko pan Janek z administracji, bo jest na miejscu i umie, i nawet nie drogi.

Protest przeciwko projektowi ustawy Kukiz15 jest inspirowany przez Krajową Radę Spółdzielczości a nie szarych członków. Sam projekt nie likwiduje SM i nikogo nie zmusza do zakładania wspólnot, bo one już są w wyniku podziału SM na nieruchomości, tylko niezorientowani współwłaściciele/członkowie nie mają tego świadomości. Utwardzaczem tego stanu rzeczy są funkcjonariusze z organów, dobrze opłacani przez samych członków.
Prawdziwą przyczyną protestów jest zapis mówiący o odpowiedzialności materialnej zarządów działających na szkodę spółdzielni. W tej chwili zarząd i wszystkie organa za nic nie odpowiadają, choć decydują o przepływie ogromnych pieniędzy do firm usługowo budowlanych. Czyich? I za co?

Największym przekrętem była akcja wymiany drewnianych okien na plastikowe gówna. Zachętą do tego było pokrycie połowy kosztów przez spółdzielnie. Środki na to pochodziły z funduszu remontowego tworzonego z comiesięcznych składek. Przez kilka lat urzędy skarbowe ścigały ofiary przekrętu, traktując tę dopłatę jako przychód. Ludzie płacili podatek o swoich składek. Socjalizm pragnie naszego dobra – pozbawić.